"Obrażenia. Pobici z Polską". Jacy jesteśmy.

Obrażenia. Pobici z Polską.
Nie trzeba się wybierać do dalekich krajów i na ogarnięte wojną tereny, by znaleźć ciekawy temat, który będzie przykuwał uwagę nie mniej niż dzika przyroda i budził emocje niczym relacja z pola walki. Świetny reportaż można napisać, nie przekraczając granic Polski. Nasz naród potrafi wykreować wydarzenia, z których relacja może być fascynującą, choć nie zawsze przyjemną i podnoszącą na duchu lekturą. Tak właśnie jest z książką Obrażenia. Pobici z Polską.

Zbiór tekstów napisanych przez młodych ludzi, członków Stowarzyszenia Reporterów Rekolektyw, opowiada, ogólnie mówiąc, o naszym społeczeństwie złożonym z grup i jednostek tak różnych od siebie, że jedyną cechą, która je łączy zdaje się być wieczny konflikt: z rodziną, sąsiadami, obcokrajowcami, samym sobą…

Mamy tutaj reportaże…
  • o sporach prawnych dotyczących kwestii religijnych, na które jesteśmy szczególnie wyczuleni (Zgorszenie polskie Mirosława Wlekłego);
  • o napięciach między mieszkańcami pewnego miasteczka a lokatorami pobliskiego ośrodka dla uchodźców (Powietrze tu mokre Małgorzaty Rejmer);
  • o relacjach w pewnej wiejskiej rodzinie, której „przydarzyła się” osoba transseksualna (Konflikt tragiczny na wsi polskiej Urszuli Jabłońskiej);
  • o niełatwym życiu obcokrajowców mieszkających wśród nas (Moja doniczka jest lepsza Agnieszki Wójcińskiej);
  • o wszechobecnym hejcie na cudzoziemców o odmiennej wierze i kolorze skóry (Dzięki Bogu, że jest internet Kai Puto i Ziemowita Szczerka);
  • o przemocy rodzinnej i tragicznej niemożności wyswobodzenia się z jej jarzma (Zdarzenie Magdaleny Kicińskiej);
  • wreszcie (i jest to jedyny optymistyczny w swej wymowie tekst) o dziwnej grupie znajomych spotykającej się regularnie w pewnym intrygującym celu… (Koło zwierzeń Macieja Wasielewskigo).

Gdyby nie tematyka, napisałbym, że „każdy znajdzie tu coś dla siebie”. Ale nie wypada.
To nie jest raczej lektura na plażę. Nie zalecam czytania tej książki tuż przed sobotnim wypadem na melanż. Po co psuć sobie dobry nastrój.
Warto jednak usiąść i w skupieniu spędzić trochę czasu nad tymi tekstami. Otworzą Wam oczy, które od czasu do czasu przetrzecie ze zdumienia.


Kiedyś bycie Polakiem to była może trochę taka pusta duma. [A teraz] zaczynam to w sobie ugruntowywać. To znaczy być dobrym człowiekiem, kultywować w sobie najlepsze wartości dawnej polskości, która była postrzegana jako ostoja tolerancji, wyrozumiałości, demokracji i koegzystencji różnych kultur. Na tym polegało piękno Rzeczypospolitej.

Dwudziestoletni Jan o koreańskich korzeniach (Agnieszka Wójcińska Moja doniczka jest lepsza)