Jeśli
odnieśliście kiedyś wrażenie, że oglądając film / czytając książkę /
słuchając muzyki skierowanej do dzieci, bawicie się lepiej, niż one
same, to najnowsza TYGO#DNIÓWKA jest dla Was.
Z okazji Dnia Dziecka przygotowałem zestawienie siedmiu zjawisk popkulturowych, za którymi dorośli (czasem wbrew sobie i swojej metryce) przepadają.
Usiądźcie wygodnie w fotelikach, zaczynamy.
Z okazji Dnia Dziecka przygotowałem zestawienie siedmiu zjawisk popkulturowych, za którymi dorośli (czasem wbrew sobie i swojej metryce) przepadają.
Usiądźcie wygodnie w fotelikach, zaczynamy.
Dzień 1: Filmy animowane
Kto powiedział, że kreskówki są dla dzieci?
Może kiedyś ich główną grupą docelową byli nieletni, ale od przynajmniej kilkunastu lat filmy animowane kierowane są także do dorosłych. Infantylne niegdyś opowieści tętnią dziś mnóstwem niebanalnych, skomplikowanych postaci, akcją niczym z filmów sensacyjnych oraz humorem sytuacyjnym i słownym zrozumiałymi często tylko dla osób, które już trochę żyją na tym świecie.
Idealnym przykładem jest tu seria filmów o Shreku. Nie wiem, kto ma więcej radości z oglądania tych opowieści, dzieci czy dorośli. Oprócz wysokiego poziomu technicznego, świetnego scenariusza i barwnych bohaterów, których nie da się nie lubić, filmy te cechuje genialna ścieżka dźwiękowa.
Soundtracki do czterech części czerpią z arsenału przebojów skomponowanych na przestrzeni kilkudziesięciu lat, z czego warto wymienić Live and Let Die Wings, Immigrant Song Led Zeppelin czy People Ain't No Good Nicka Cave'a. Jak myślicie, której grupie wiekowej sprawiają one większą przyjemność?
Nie można zapominać też o All Star Smash Mouth, jednym z największych hitów serii. Przebój zainspirował ostatnio Jamesa Covenanta do stworzenia świetnego mash-upu dialogów Disneyowskich postaci. Efekt jest rewelacyjny. Posłuchajcie.
Może kiedyś ich główną grupą docelową byli nieletni, ale od przynajmniej kilkunastu lat filmy animowane kierowane są także do dorosłych. Infantylne niegdyś opowieści tętnią dziś mnóstwem niebanalnych, skomplikowanych postaci, akcją niczym z filmów sensacyjnych oraz humorem sytuacyjnym i słownym zrozumiałymi często tylko dla osób, które już trochę żyją na tym świecie.
Idealnym przykładem jest tu seria filmów o Shreku. Nie wiem, kto ma więcej radości z oglądania tych opowieści, dzieci czy dorośli. Oprócz wysokiego poziomu technicznego, świetnego scenariusza i barwnych bohaterów, których nie da się nie lubić, filmy te cechuje genialna ścieżka dźwiękowa.
Soundtracki do czterech części czerpią z arsenału przebojów skomponowanych na przestrzeni kilkudziesięciu lat, z czego warto wymienić Live and Let Die Wings, Immigrant Song Led Zeppelin czy People Ain't No Good Nicka Cave'a. Jak myślicie, której grupie wiekowej sprawiają one większą przyjemność?
Nie można zapominać też o All Star Smash Mouth, jednym z największych hitów serii. Przebój zainspirował ostatnio Jamesa Covenanta do stworzenia świetnego mash-upu dialogów Disneyowskich postaci. Efekt jest rewelacyjny. Posłuchajcie.
Dla porównania oryginał Smash Mouth:
A jeśli ktoś ma jeszcze wątpliwości, czy kreskówki są dobre dla dorosłych, zachęcam do obejrzenia zwiastuna do Sausage Party. Szybko sobie wyrobicie odpowiednie zdanie.
Dzień 2: Muppety
A gdyby tak pokazać dorosłym show z pacynkami… spodobałoby im się to?
Gdybym nie znał Muppetów, nie uwierzyłbym, że odpowiedź na to pytanie może brzmieć: Tak! I to bardzo!
Amerykański lalkarz Jim Henson miał nosa, powołując do życia w latach 50. najpierw Kermita Żabę, a następnie pozostałe postaci z tej wesołej menażerii. Muppety początkowo pojawiały się w programach dla dzieci, w tym w słynnej "Ulicy Sezamkowej", by zdobywszy niebywałą popularność, otrzymać własny program. Emitowany w latach 1976–1981 The Muppet Show nie był już typowym produktem dla najmłodszych. Oczywiście małolatom podobały się kolorowe marionetki i wesołe piosenki, lecz program zawierał wiele smaczków zrozumiałych tylko dla dorosłych: mnóstwo odniesień do ówczesnej kultury popularnej, wizyty topowych gwiazd filmowych i muzycznych (Roger Moore, Mark Hamill, Elton John, Diana Ross...), zakulisowe (także erotyczne!) perypetie głównych bohaterów show oraz tony sarkastycznego humoru.
Ulubione postaci? Proszę bardzo: twórca wybuchowego żarcia Swedish Chef, samozwańcza celebrytka o wybujałym ego Miss Piggy, wieczna ofiara eksperymentów (sama wyglądająca jak produkt uboczny jednego z nich) Beaker oraz stetryczały duet z loży szyderców Statler i Waldorf, niedościgniony wzór dla dzisiejszych hejterów.
Waldorf: That was a great number. I don't care what you say.Statler: I thought it was dumb.
Waldorf: Maybe you're right.
Statler: This is a very moving moment.
Waldorf: Yeah, I wish they'd move it to Pittsburgh!
Statler: Wake up, you old fool. You slept through the show.
Waldorf: Who's a fool? You watched it.
Kompilacja komentarzy Statlera i Waldorfa
Muppety doczekały się 12 filmów pełnometrażowych, kilku programów
telewizyjnych (w tym nieodżałowanego jednosezonowego The Muppets z
2015 roku - świetnego pastiszu seriali mockumentary w stylu The Office)
i serialu animowanego Mapeciątka. Są też bardzo aktywne w internecie,
szczególnie na YouTube. I na pewno jeszcze długo o nich nie zapomnimy,
zwłaszcza że muppetowa franczyza jest od 2004 roku własnością Disneya, a
ten tak łatwo kury znoszącej złote jaja nie wypuści z rąk.
I dobrze. Ja mam wieczny niedosyt tego pokracznego towarzystwa.
I dobrze. Ja mam wieczny niedosyt tego pokracznego towarzystwa.
Bohemian Rhapsody Queen w wykonaniu Muppetów
Dzień 3: Goonies
Ciemna, wilgotna piwnica. Przyciągany niezdrową ciekawością skradasz się do pomieszczenia, z którego dobiegają niepokojące dźwięki. Po cichu, na palcach, aby nie zdradzić swojej obecności najmniejszym nieostrożnym ruchem. Wślizgujesz się do celi i gwałtownie przystajesz na widok wielkiego cielska ściśle przywiązanego do krzesła grubymi linami, skutego łańcuchami. Cielsko sapie ciężko odwrócone do ciebie plecami. Przechyla głowę, ukazując oblicze zniekształcone jakąś straszliwą tragedią. Zaczynasz krzyczeć. Twojemu przerażeniu towarzyszy wrzask potwora.
Zwiastun Goonies
Czego tu nie ma! Niebezpieczne pułapki zastawione przez piratów, grupa obrzydliwych przestępców depcząca dzieciakom po piętach, przyjaźń, miłość, nienawiść, kościotrupy (takie tradycyjne, martwe)... A to wszystko bez wszechobecnych dziś efektów komputerowych i kiczowatych rozwiązań fabularnych. Prawdziwa przyjemność oglądania. I to nie tylko dla dzieci.
Wiedziony sentymentem włączyłem film kilku znajomym, którzy nie załapali się na niego w czasach, gdy kasety VHS krążyły od domu do domu. Wszyscy byli autentycznie uradowani seansem.
Film do dziś się nie zestarzał i ma swoich wiernych fanów. Jestem pewien, że będzie zdobywał kolejnych.
Przygodo trwaj!
Wiedzieliście? Jakiś czas temu plotkowano o pomyśle nakręcenia sequela filmu, w którym głównymi bohaterami miały być dzieci oryginalnych Goonies. Mówiło się też o stworzeniu filmu animowanego. Do tej pory nic z tego nie wyszło.
Zobaczcie, jak wyglądają i czymś się zajmują dzisiaj odtwórcy głównych ról w Goonies.
Piosenkę do filmu zaśpiewała Cyndi Lauper. To jeden z przebojów mojego dzieciństwa.
Dzień 4: Pan Samochodzik
Czego najbardziej nie lubię w Panu Samochodziku? Pana Samochodzika! Idiotyczny pseudonim głównego bohatera serii to jej znak rozpoznawczy i zarazem pięta achillesowa, bo jednocześnie przyciąga dziatwę z podstawówki i zniechęca do siebie starszych czytelników.
A przecież to ci drudzy są w stanie w pełni docenić największe atuty powieści Zbigniewa Nienackiego: fascynujące zagadki historyczne, których nie powstydziłby się Dan Brown, inteligentny humor, budzące politowanie perypetie miłosne głównego bohatera oraz intrygę kryminalną - wszystko podane w lekkiej formie, idealne na letnie wyjazdy na łono natury.
Dzień 5: Rodzina Addamsów
Zwiastun Rodziny Addamsów 2 (Addams Family Values)
Oprócz niecodziennego humoru odrobinę rozładowującego mroczną atmosferę filmów na uwagę zasługują świetne aktorstwo (szczególnie Christina Ricci jako Wednesday i Anjelica Huston jako Morticia), dopieszczona w szczegółach scenografia i idealnie wpisująca się w konwencję ścieżka dźwiękowa. Kojarzycie motyw przewodni? Odtwórzcie go sobie kilka razy, a nie będziecie w stanie się uwolnić przez resztę dnia.
Dzień 6: Spirit: Mustang z Dzikiej Doliny
Film jak film. Animacja na przyzwoitym poziomie. Fabuła dość sztampowa, choć specjalnie nie nudzi. Dialogów prawie nie ma, a głównym bohaterem jest koń. Koń, który nie mówi…
Czym się tu zachwycać?
Te wszystkie elementy nie są w Mustangu z Dzikiej Doliny (Spirit: Stallion of the Cimarron) (2002) najważniejsze. To, co tworzy ten film, to muzyka.
Bryan Adams (nie, nie z tych Addamsów) i Hans Zimmer to duet niecodzienny. Przystępując do pracy nad ścieżką dźwiękową do Mustanga, mieli już spory bagaż muzycznych doświadczeń. Pierwszy z artystów to gwiazda pop-rocka lat 80. i 90., drugi - wszechstronny kompozytor wielkich produkcji kinowych. Dla Adamsa Spirit był jednym z ostatnich (jak dotąd) naprawdę udanych dzieł, Zimmer stworzył wiele dobrego również później.
Najpopularniejszą piosenką z filmu jest Here I Am Adamsa, radiowy killer do dzisiaj od czasu do czasu gdzieniegdzie słyszany. To dzięki niemu dawno temu postanowiłem, że muszę mieć całą płytę. I tak też się stało. Kupiłem, włączyłem i odpłynąłem…
Soundtrack jest kombinacją kilku piosenek Adamsa śpiewanych charakterystyczną chrypką, podbitych gdzie trzeba rockowym pazurem, lirycznie pięknych w innych miejscach. Jego utwory świetnie uzupełniają orkiestralne kompozycje Zimmera doprawione miejscami szczyptą subtelnej elektroniki. Całość opowiada historię, którą najkrócej określić można za pomocą słów: natura, młodość, wolność, miłość, cierpienie, nadzieja, zwycięstwo.
Spirit obejrzałem, znając już soundtrack na pamięć, kilka lat po zakupie CD. Dlaczego? Być może podświadomie nie chciałem się rozczarować poziomem filmu, popsuć obrazów, jakie malowałem w głowie, słuchając muzyki. Niepotrzebnie. Film jest naprawdę OK, chociaż nie plasuje się na pewno w czołówce najlepszych animacji w historii. Ogląda się go ze sporą przyjemnością, ale słucha z jeszcze większą. Chociaż uwaga, przestrzegam przez wersją z dubbingiem, bo oczywiście wokal również został w niej zmieniony na polski, co psuje całą przyjemność odbioru. Z całym szacunkiem dla Macieja Balcara, ale głos Briana Adamsa jest tu po prostu niezbędny.
No dobra, dość zanudzania. Niech przemówi muzyka. Poniżej kilka moich ulubionych muzycznych momentów Mustanga. Miłego słuchania!
Bryan Adams I Will Always Return
Bryan Adams Brothers Under the Sun
Bryan Adams Sound the Bugle
Hans Zimmer Run Free
Zwiastun Mostu do Terabithii
Dzień 4: Pan Samochodzik
Czego najbardziej nie lubię w Panu Samochodziku? Pana Samochodzika! Idiotyczny pseudonim głównego bohatera serii to jej znak rozpoznawczy i zarazem pięta achillesowa, bo jednocześnie przyciąga dziatwę z podstawówki i zniechęca do siebie starszych czytelników.
A przecież to ci drudzy są w stanie w pełni docenić największe atuty powieści Zbigniewa Nienackiego: fascynujące zagadki historyczne, których nie powstydziłby się Dan Brown, inteligentny humor, budzące politowanie perypetie miłosne głównego bohatera oraz intrygę kryminalną - wszystko podane w lekkiej formie, idealne na letnie wyjazdy na łono natury.
Seria składająca się z 17 powieści napisanych przez Nienackiego po
śmierci autora rozrosła się do, jak dotąd, 138 (!) tytułów, co jest
ewenementem na polskim rynku wydawniczym. Nowe części tworzone są przez
różnych autorów, spośród których wyróżnić można Andrzeja Pilipiuka
ukrywającego się pod pseudonimem Tomasz Olszakowski. Taki wysyp
publikacji świadczy o niesłabnącym zainteresowaniu Panem Samochodzikiem,
bezustannie od niemal 60 lat. Ma on nawet swój fanclub prowadzący forum dyskusyjne, organizujący konkursy i zloty…
Dzieci? Nie sądzę.
Dzieci? Nie sądzę.
Dzień 5: Rodzina Addamsów
- Addamsowie, skąd oni się biorą?
- Lubią wilgoć.
Tak naprawdę rodzina Addamsów zrodziła się w głowie rysownika komiksów
Charlesa (nomen omen) Addamsa. Pierwsze obrazki z tymi pokracznymi
postaciami pojawiły się w amerykańskiej prasie w 1938 roku. Od tego
czasu mroczna rodzina zyskała rzesze fanów, występując m.in. w dwóch
serialach aktorskich, dwóch animowanych i trzech filmach
pełnometrażowych.
O ile seriale można sobie odpuścić, to
niewybaczalnym błędem jest zignorowanie dwóch pierwszych filmów
fabularnych. Barry Sonnenfeld dokonał w nich rzeczy niebywałej: historia
rodziny dziwacznych arystokratów o skłonnościach sado-masochistycznych i
psychopatycznych fascynuje dzieci i dorosłych, choć i jedni i drudzy
przyjmują ją najczęściej z dozą lęku (dzieci) lub zniesmaczenia
(dorośli). Do właściwego odbioru tych filmów potrzebne jest bowiem
uwielbienie groteski i czarnego humoru. Grobowo czarnego. Jeśli ten
warunek zostanie spełniony, gwarantuję kilka godzin świetnej rozrywki.
Szczególnie drugi film, Addams Family Values (1993), pod względem humoru spisuje się na szóstkę: rozbrajające teksty
występują w nim z częstotliwością jednego na minutę. Nie przesadzam,
scenarzysta Paul Rudnick wykonał kawał naprawdę dobrej roboty. Dzięki
temu fabułę filmu znam niemal na pamięć, a cytaty z niego do dzisiaj
pojawiają się od czasu do czasu w moich rozmowach ze znajomymi.
Warto przytoczyć kilka z nich:
Warto przytoczyć kilka z nich:
Morticia: Wednesday jest w tym wyjątkowym wieku, kiedy dziewczynki myślą tylko o jednym.
Ellen: Chłopcy?
Wednesday: Morderstwa.
Morticia: Moje dziecko jest chore, a mąż umierający. Och, mamo, co mam robić?
Babcia: Cóż, czarną suknię już masz.
Gomez: Dzieci, dlaczego nienawidzicie młodszego brata?
Pugsley: Nie nienawidzimy go. Chcemy się tylko z nim bawić.
Wednesday: Szczególnie jego głową.
Oprócz niecodziennego humoru odrobinę rozładowującego mroczną atmosferę filmów na uwagę zasługują świetne aktorstwo (szczególnie Christina Ricci jako Wednesday i Anjelica Huston jako Morticia), dopieszczona w szczegółach scenografia i idealnie wpisująca się w konwencję ścieżka dźwiękowa. Kojarzycie motyw przewodni? Odtwórzcie go sobie kilka razy, a nie będziecie w stanie się uwolnić przez resztę dnia.
Dzień 6: Spirit: Mustang z Dzikiej Doliny
Film jak film. Animacja na przyzwoitym poziomie. Fabuła dość sztampowa, choć specjalnie nie nudzi. Dialogów prawie nie ma, a głównym bohaterem jest koń. Koń, który nie mówi…
Czym się tu zachwycać?
Te wszystkie elementy nie są w Mustangu z Dzikiej Doliny (Spirit: Stallion of the Cimarron) (2002) najważniejsze. To, co tworzy ten film, to muzyka.
Bryan Adams (nie, nie z tych Addamsów) i Hans Zimmer to duet niecodzienny. Przystępując do pracy nad ścieżką dźwiękową do Mustanga, mieli już spory bagaż muzycznych doświadczeń. Pierwszy z artystów to gwiazda pop-rocka lat 80. i 90., drugi - wszechstronny kompozytor wielkich produkcji kinowych. Dla Adamsa Spirit był jednym z ostatnich (jak dotąd) naprawdę udanych dzieł, Zimmer stworzył wiele dobrego również później.
Najpopularniejszą piosenką z filmu jest Here I Am Adamsa, radiowy killer do dzisiaj od czasu do czasu gdzieniegdzie słyszany. To dzięki niemu dawno temu postanowiłem, że muszę mieć całą płytę. I tak też się stało. Kupiłem, włączyłem i odpłynąłem…
Bryan Adams Here I Am
Soundtrack jest kombinacją kilku piosenek Adamsa śpiewanych charakterystyczną chrypką, podbitych gdzie trzeba rockowym pazurem, lirycznie pięknych w innych miejscach. Jego utwory świetnie uzupełniają orkiestralne kompozycje Zimmera doprawione miejscami szczyptą subtelnej elektroniki. Całość opowiada historię, którą najkrócej określić można za pomocą słów: natura, młodość, wolność, miłość, cierpienie, nadzieja, zwycięstwo.
Spirit obejrzałem, znając już soundtrack na pamięć, kilka lat po zakupie CD. Dlaczego? Być może podświadomie nie chciałem się rozczarować poziomem filmu, popsuć obrazów, jakie malowałem w głowie, słuchając muzyki. Niepotrzebnie. Film jest naprawdę OK, chociaż nie plasuje się na pewno w czołówce najlepszych animacji w historii. Ogląda się go ze sporą przyjemnością, ale słucha z jeszcze większą. Chociaż uwaga, przestrzegam przez wersją z dubbingiem, bo oczywiście wokal również został w niej zmieniony na polski, co psuje całą przyjemność odbioru. Z całym szacunkiem dla Macieja Balcara, ale głos Briana Adamsa jest tu po prostu niezbędny.
No dobra, dość zanudzania. Niech przemówi muzyka. Poniżej kilka moich ulubionych muzycznych momentów Mustanga. Miłego słuchania!
Dzień 7: Most do Terabithii
Szukasz pomysłu na prezent dla
chrześniaka, chłopak chodzi do podstawówki. Może jakiś film na DVD?
Przeszukujesz internet. Widzisz, że pewien film familijny ma całkiem
wysokie noty. Kupujesz. Wręczasz. Dzieciak odpakowuje płytę i wkłada do
odtwarzacza. Oglądacie. On ze średnim zainteresowaniem. Ty wsiąkasz na
całego…
Zwiastun sugeruje baśniową historię o dziwnych stworach z mrocznego
lasu. To złudne. Film jest jak najbardziej rzeczywistą opowieścią o
realnych relacjach i uczuciach. O surowym życiu zwykłej rodziny gdzieś w
amerykańskim middle of nowhere. O potędze wyobraźni przyćmiewającej
codzienne problemy. I o przyjaźni tak potrzebnej każdemu.
Most
do Terabithii naprawdę wciąga i wzrusza. I to wielokrotnie. Wiem, bo
sam sobie zafundowałem film na DVD i przypominam raz po raz.
Kto nie widział, niech to nadrobi. A kto widział, niech zobaczy raz jeszcze za jakiś czas. Warto.
___________________________
I to już koniec tej TYGO#DNIÓWKI. Jeśli choć trochę poczuliście w sobie dziecko, mogę to uznać za sukces.
Na zakończenie - subiektywny przegląd piosenki dziecięcej.
Myślę, że każdy znajdzie w nim coś dla siebie. And I mean: każdy! ;)
I to już koniec tej TYGO#DNIÓWKI. Jeśli choć trochę poczuliście w sobie dziecko, mogę to uznać za sukces.
Na zakończenie - subiektywny przegląd piosenki dziecięcej.
Myślę, że każdy znajdzie w nim coś dla siebie. And I mean: każdy! ;)







